poniedziałek, 10 listopada 2008

Edgar Allan Poe, The Fall of the House of Usher



Zauważywszy te rzeczy, podjechałem krótką groblą bliżej domu. Służący już czekał, żeby zaprowadzić mojego konia do stajni, a ja wkroczyłem do hallu poprzez sklepione przejście. Lokaj o podstępnym kroku poprowadził mnie w ciszy przez rozległą sieć mrocznych i zawiłych korytarzy w kierunku studio jego pana. Nie wiem jak to możliwe, ale widoki, które mijałem w drodze tylko wzmocniły wspomniane niejasne wrażenie. Podczas gdy otaczające mnie rzeczy – podczas gdy rzeźbienia na suficie, posępne gobeliny na ścianach, hebanowa czerń na podłogach i te fantasmagoryczne herbowe trofea, które klekotały w rytm mojego kroku, były tylko czymś, lub czymś podobnym tego czegoś, do czego byłem przyzwyczajony już od czasu mojego dzieciństwa i choć starałem się nie przyznawać, że wszystko to wydaje mi się znajome, to jednak nie mogłem przestać się dziwić, jak nieznajome są te fantazje wzbudzane przez zwyczajne widoki. Na jednej z klatek schodowych napotkałem lekarza rodziny Usherów. Uderzyła mnie myśl, że jego twarz nosiła ślady mieszanki chytrości i konsternacji. W końcu lokaj otworzył drzwi i poprowadził mnie przed oblicze swojego pana.
Pokój, w którym się znalazłem, był duży i wysoki. Okna były długie, wąskie i spiczaste, oprócz tego tak bardzo oddalone od czarnej, dębowej podłogi, że dostęp do nich ze środka pokoju był całkowicie niemożliwy. Mikra poświata poczerwieniałego światła przedzierała się przez okratowane szyby i nadawała wystarczającej wyraźności tym bardziej rzucającym się w oczy przedmiotom. Jednakże oczy na darmo próbowały dotrzeć do odleglejszych zakątków komnaty albo wnęk zdobionego sklepienia. Na ścianach rozwieszono ciemne draperie. Niewyróżniające się niczym mebli było za dużo, były one staroświeckie i zniszczone. Dookoła leżały porozrzucane książki i instrumenty muzyczne, jednak nawet to ani trochę nie ożywiało tej sceny. Czułem w piersiach atmosferę smutku. W zatęchłym powietrzu wisiała surowa, bezdenna i beznadziejna ponurość, która ogarniała wszystko wokół.

Brak komentarzy: