
Zastanawialiście się pewnie nieraz nad dalszymi małżeńskimi losami Szeherezady i Sułtana. Czy żyli długo i szczęśliwie? No oczywiście, że nie – tak dzieje się tylko w baśniach, a przecież Szeherezadzie właśnie zawdzięczamy baśnie. Ona była baśnią, symetria i reguły rządzące fikcją nie dotyczyły jej. A nie biedaczka Sułtana. Biedaczka? Z jego zdobyczami? No, ale on był postacią nawróconą. Ujarzmiony w opowieści. Żądło schowany, żar ugaszony. Sułtan zmienił swoje zdanie o kobietach. Darzył swoją żonę miłością. Nawet trochę interesował się swoimi dziećmi. Przez wiele lat nie pozbawił nikogo głowy. Nabierał ciałka i wyglądał nie do końca tak, jak Omar Sharif w czasach swojej świetności. Miał w zwyczaju pić kawę litrami, oglądać filmy i bez entuzjazmu doglądał rodzinnego interesu olejowego. Od czasu do czasu towarzyszył swoim siostrom i starej matce w ich wyprawach na zakupy do Londynu czy Paryża. Niekiepskie było życie, wcale niekiepskie. Może trochę nazbyt spokojne, może momentami czuł pewną tęsknotę za starymi dobrymi czasami, ale jakoś dało się żyć. No a poza tym jego żoną była najpiękniejsza i najbardziej utalentowana kobieta w całym wschodnim świecie, prawda?
Był tylko jeden problem.
Szeherezada, jak pewnie pamiętacie, była cudowną młodą kobietą jeszcze przed swoim brzemiennym w skutki spotkaniem z Sułtanem. W tym czasie miała już dyplomy z filozofii, medycyny, historii, sztuk pięknych, a teraz dorzuciła do nich jeszcze literaturę komparatywną i filologię. Nauczała twórczego pisania, prowadziła żłobki, poradnie planowania rodziny, a także doradzała ministrom rządowych w sprawach dotyczących kobiet. W wieku czterdziestu dwóch lat była równie cudowna jak zawsze i jako oddana żona nie pozwalała, aby jej zajęcia zmusiły ją do długiej rozłąki z Sułtanem. Wyjeżdżała na jedną, czasem dwie noce, nigdy na dłużej. W końcu ich małżeństwo miało swoje własne tradycję, swoją wewnętrzną strukturę, historię, której nie można było naruszyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz